sobota, 29 stycznia 2011

Ukazywał się jakiś czas temu dodatek w Rzeczpospolitej "Rzecz o książkach". Wychodzi jeszcze?  Niestety, Redakcja "Rz" nie udzieliła mi odpowiedzi.

niedziela, 23 stycznia 2011

 

Iwan Turgieniew: Zapiski myśliwego

Turgieniew Zapiski myśliwego

 

Udział w wyzwaniu czytelniczym "Rosja w literaturze" sprawił, że sięgnęłam po "Zapiski myśliwego" Iwana Turgieniewa. Z ciekawości, z chęci poznania rosyjskiej klasyki i także dlatego, że jeśli sobie coś obiecuję, to dotrzymuję słowa. Zanim przeczytałam, wiedziałam o Turgieniewie tylko tyle, że był, istniał i żył w XIX-wiecznej Rosji. Nie potrafiłam wymienić ani jednego tytułu jego książki. Zastanawiałam się, czy wytrwam do końca, bo opowiadania nie należą do mojego ulubionego literackiego gatunku. Zawsze za krótkie, często bez wyraźnego zakończenia, pozostaje mi po nich jakiś niedosyt.

Przeczytałam. Dotrwałam do końca. I zachwyciłam się. Poezją języka, jego archaicznością, zwięzłością formy. Niczego w nich nie jest za dużo, ani też za mało. Zanurzyłam się w opisach przyrody, postaci oraz zwierząt. Przemierzałam wraz z tytułowym myśliwym rosyjskie wsie i dwory.

Kilka słów o okolicznościach powstania "Zapisków": pracę nad cyklem 25 opowiadań Turgieniew rozpoczął w Rosji w 1846 r., ale kontynuował za granicą. W 1847 r. wyjechał z kraju na trzy lata, czego powodem była jego wielka namiętność, śpiewaczka francuska Paulina Viardot. Aby przebywać w pobliżu ukochanej, Turgieniew osiedlił się w Baden-Baden, a później w Paryżu i podparyskiej miejscowości Bougival. Pierwsze opowiadanie "Chor i Kalinycz" napisał w 1846 r. Całość ukończył do 1852 r. "Zapiski" zyskały Turgieniewowi wielką popularność, pomimi tego, iż w latach 1845-1851 zajmował się głównie pisaniem dramatów.

Odkrywając pańszczyźnianą Rosją Turgieniewa nie myślałam o tym, jaki był cel całego cyklu myśliwskiego. Opowiadania stanowiły ostry atak na prawo pańszczyźniane, zostały napisane w celu uwrażliwienia na kwestie życia społecznego. Turgieniew był związany ze wsią własną biografią, dzieciństwo spędził w majątku matki. Interesowała go krzywda chłopów oraz okrutne obchodzenie się ze służbą dworską.

"Zapiski myśliwego" czyta się dobrze. Opowiadania nie są podobne do siebie, co zważywszy na tematykę, mogło mieć miejsce. Przewija się korowód postaci chłopskich oraz ich zarządców. Niektóre ukazują ówczesne społeczeństwo z perspektywy dziedzica (np. "Rządca", "Kancelaria", "Dwaj ziemianie"), ukazują klasyczny przykład związku pomiędzy dziedzicem a służącą ("Schadzka"). Szczególnie poruszyły mnie dwa: "Czertopchanow i Niedopiuskin" oraz "Kościotrup".

W pierwszym - przyjaźń dwóch szlachciców o dwóch różnych osobowościach. Pantielej Czertopchanow i Tichon Niedopiuskin. Kiedy ten drugi umiera, pierwszy zaczyna chylić sie ku upadkowi.  W drugim tytułowy "Kościotrup" to służąca Łukeria, dogorywająca swych dni w opuszczonej chatce. Miała wypadek: (...) potknęłam się, prosto z ganku ze schodów zleciałam- i buch o ziemię! Zdawało się , że nie bardzo się potłukłam, bo się raz dwa podniosłam i do siebie, do pokoiku wróciłam. Tylko coś mi jakby na w n ą t r z u, w żywocie- oberwało.(...) Zaczęłam chudnąć, schnąć, sczerniałam.(...) ani stać, ani siedzieć nie mogę, tylko bym wciąż leżała(...)" . Opowiada dziedzicowi swoje życie z talentem, żywym językiem. Narrator przejęty jej losem obiecuje sobie w duszy pomoc: opium jako środek nasenny, aby choć trochę złagodzić cierpienia. Nie udaje mu się, wkrótce po spotkaniu Łukeria umiera.

"Zapiski myśliwego" można czytać na przemian, nie jest konieczna kolejność. Na cykl składają się opowiadania:

"Chor i Kalinycz", "Jermołaj i młynarka", "Kryształowa woda", "Lekarz powiatowy", "Mój sąsiad Radiłow", "Jednodworzec Owsiannikow", "Lgow", "Bieżyńska łąka", "Kasjan z Krasiwej Mieczy", "Rządca", "Kancelaria", "Basior", "Dwaj ziemianie", "Lebiediań", "Tatiana Borysowna i jej bratanek", "Śmierć", "Śpiewacy", "Piotr Pietrowicz Karatajew", "Schadzka", "Hamlet powiatu szczygrowskiego", "Czertopchanow i Niedopiuskin", "Koniec Czertopchanowa", "Kościotrup", "Turkoce!", "Las i step".



Turgieniew Iwan, Zapiski myśliwego, Państwowy Instytut Wydawniczy, 1974, ss. 420


sobota, 15 stycznia 2011

Po przeczytaniu wywiadu z Andrzejem Stasiukiem ("Bluszcz" nr 1/2011) zastanawiam się, czy sięgnąć po książki tego pisarza. Czy pisze, tak jak się wypowiada? Rozmowa jest przepełniona wularyzmami, które twórca wypowiada lekko i, odnoszę wrażenie, bez skrępowania. Jaka jest ta twórczość? Stasiuk twierdzi, że : "Polskość mnie najbardziej dotyka. W końcu ja całe życie o Polsce pisałem, tylko ludzie kompletnie nie potrafili tego zrozumieć". Czy rzeczywiście?

sobota, 01 stycznia 2011

 

Tytuł zaczerpnęłam z artykułu Grzegorza Jankowicza w "Magazynie Literackim" nr 12/2010 (Tygodnik Powszechny 51/2010). Przeczytałam go w ostatni dzień Starego Roku, czekając ze spokojem na nadejście Nowego. Opowieść o czytaniu znanych pisarzy, o różnym do czytania nastawieniu, o celebrowaniu czytania. Samuel Beckett nie czytał nałogowo, Witold Gombrowicz narzekałby na   sposób, w jaki zabieramy się do święcenia Świąt   (tzn. do czytania). James Joyce z równym zapałem czytał Tomasza z Akwinu, jak i kolorowe, kiczowate pisma. Natomiast Virginia Woolf "pożerała książki nałogowo, [...], musiała czytać nawet przez sen, sądząc po metrach sześciennych recenzji, omówień i prac redakcyjno-wydawniczych".

U mnie Święta, Sylwester i Nowy Rok stały się  okazją do czytania. Wprawdzie okołoświąteczne i sylwestrowe przygotowania zajęły trochę czasu, jednakże usiadłam i do książki, i do czasopisma. Zastanowiłam się, co daje mi czytanie,  przebywanie  z tekstem, literaturą. Przede wszystkim relaks i, choć zabrzmi to może trochę trywialnie, odpoczynek od rzeczywistości.

A jak jest u Was? Czy świąteczne dni stają się "czasem" większego i częstszego czytania niż dni powszednie?

 

 


Grzegorz Jankowicz, Świąteczny kanon. Święta czy książki?, Tygodnik Powszechny nr 51/2010, s.2-3 (Magazyn Literacki nr 12/2010)

 

O autorze
Spis moli Lectorium. Nieskończoność czytania

Wypromuj również swoją stronę ARCHIPELAG ministat liczniki.org