sobota, 30 kwietnia 2011

Wyfrunęli. Nowa emigracja o sobie. Red. Wiesława Czartoryska.

Wyfrunęli. Nowa emigracja o sobie

Notka o wydawnictwie: Społeczne Stowarzyszenie Prasoznawcze "Stopka" w Łomży to bodaj jedyna organizacja na świecie o takiej nazwie. Powstało jesienią 1981 roku.
Zrzesza ponad dwustu członków głównie dziennikarzy, naukowców, działaczy kulturalnych i oświatowych.
Zasięg działalności: Polska z szeroką współpracą, bądź jej gotowością, z zagranicą. Nazwa "Stopka" stała się tak popularna i zarazem wzięta, że przychodzą listy zaadresowane "Pan Stopka", Łomża - i list, mimo braku adresu - dochodzi.
Prezesem jest wieloletni dziennikarz, reporter i założyciel Stowarzyszenia - Stanisław Zagórski. 

(źródło: O Stopce)

 


 Pomysł na zbiór wspomnień "Wyfrunęli. Nowa emigracja o sobie"zainicjowała redaktor Wydawnictwa "Stopka", Wiesława Czartoryska. W ogłoszonym konkursie dziennikarskim w 2009 r. przyznano dwie nagrody główne oraz trzy wyróżnienia. Zamiarem organizatorów przedsięwzięcia było zbudowanie obrazu polskiej emigracji na Zachód po 2004 r., po wstąpieniu Polski do Unii Europejskiej. Najciekawsze prace, wybrane prze jury ukazały się w omawianej publikacji.

Jaki obraz polskiego emigranta widzimy? Bezspornie bardzo różnorodny. student, bezrobotny, farmaceuta, samotna matka...Wyjeżdżają najczęściej z powodu braku pracy czy pieniędzy. Bywają także powody osobiste: uczucie, rozwód czy tez szukanie dla siebie miejsca w życiu. Zbiór relacji, wspomnień, mini-opowiadań uwidacznia perypetie naszych rodaków w  Wielkiej Brytanii, Danii, Irlandii, Włoszech, Niemczech czy  Szwecji...

Nie zdajemy sobie zazwyczaj sprawy, jakie emocje wtedy towarzyszą, jak trudne decyzje trzeba podejmować, zwłaszcza decyzja najtrudniejsza dla wszystkich autorów prac: zostać czy wrócić? Bohaterowie tekstów (oprócz jednego wyjątku), podpisują się prawdziwym imieniem i nazwiskiem. Fakt ten sprawia, że stają się ludzcy, bardziej bliscy, niż osoby anonimowe. Pracują w różnym charakterze. Opiekun ludzi starszych, au-pair, kierowca, to tylko niektóre z nich. Czasem emigracja ma być tylko sezonowa, czasem ta przybrana ojczyzna staje się wybraną.

Relacje pamiętnikarskie reprezentują lepszy i gorszy poziom literacki. daje to obraz mentalności osób wyjeżdżających, a także ujawniają się prawdziwe pisarskie talenty.

"Wyfrunęli. Nowa emigracja o sobie" to także mój debiut. Czytelniczy pod wzgędem pomysłu na książkę. Specyficzny układ tekstów : relacja po relacji, krótsza lub dłuższa forma. "Sprawozdania z życia"- tak nazwałabym te pamiętniki. Niektóre z nich w paru słowach obrazują nastroje wyjeżdżających:

"O mamo! Jak mi brakuje tutaj zwyczajnego jedzenia" Zwyczajnej polskiej kiełbasy i małosolnych, boskich ogóreczków"  (Monika, Holandia)

"Idąc ulicami mojego ukochanego Yorku, który w myślach pieszczotliwie nazywam miastem pachnących czekoladą, myślę, że jestem tu naprawdę szczęśliwa" (Yorkszanka, Wielka Brytania)

"Czy zawsze już będę tak rozdarta na dwoje? Dziecko dwóch matek" A może sierota bez ojczyzny" (Beata, Szwecja)

"Tak trudno jest zostać...Tak trudno jest wrócić..."(Justyna, Dania)

Znam kilka osób, których bliscy lub znajomi wyjechałi za granicę. Większość chce kiedyś wrócić. Kiedy? Na to pytanie nie znają odpowiedzi.

 

(Egzemplarz recenzencki, otrzymany dzięki uprzejmości Wydawnictwa Stopka)

 

Stopka

 


Wyfrunęli. Nowa emigracja o sobie.Red. Wiesława T. Czartoryska, Oficyna Wydawnicza "Stopka", 2011, ss. 333

"Bluszcz" nr 37 (8 marca 1933)

(Przedruk: "Bluszcz" 6/2009) 

 

"Śni się lasom- las..."

Śni się lasom - las,
Śnią się deszcze.
Jawią się raz w raz
Znikłe Maje.

I mijają znów,
I raz jeszcze…
A ja własnych snów
Nie poznaję.

"Zachód"

W błękicie - szkarłat zórz! Wniebowstąpienie róż!

Wieczność płonie tak samo, jak płonęła za młodu...

Ogród, gdzie w złotym mchu tkwi odrobina tchu

Niezbędnego dla ciebie, co śnisz wnętrze ogrodu.

By iść do tamtych stron, odzyskać trzeba zgon.

Zagubiony w tym bycie, co narzucił się światu.

Nic nie mów - tylko patrz! I nie patrz, ale płacz.

Bo już nie ma dla duszy wyjścia z tego szkarłatu!

Leśmian BolesławBolesław Leśmian (1877-1937) , poeta dwudziestolecia międzywojennego. Oba wiersze ukazały się w "Bluszczu" w 1933 r. pod wspólnym tytułem "Na marginesie niebytu". Ot, taki "zabieg redakcyjny"...

czwartek, 28 kwietnia 2011

Jan Błoński: Błoński przekorny. Dziennik/Wywiady



Błoński Jan Błoński przekorny

 

Notka o autorze: Jan Błoński (1931-2009). Krytyk, historyk literatury, eseista, tłumacz. W latach 1948-52 studiował na Uniwersytecie Jagiellońskim filologię polską pod kierunkiem K.Wyki. Od 1981 r.- profesor UJ. Współzałożyciel i w latach 1972-74 redaktor pisma "Teksty".  Kilkakrotnie przebywał we Francji jako wykładowca języka polskiego na Sorbonie. W sferze jego zainteresowań znajdowała się literatura XX wieku. Autor wielu szkiców i esejów literackich, m.in.: "Poeci i inni" (1956)- analiza twórczości m.in. T. Różewicza, M.  Jastruna i K. I. Gałczyńskiego; "Zmiana warty" (1961)- portret pokolenia pisarzy debiutujących ok. 1956 r. W dużej mierze poświęcał swoją twórczość W. Gombrowiczowi, S.I. Witkiewiczowi oraz Cz. Miłoszowi. Analizował kwestie antysemityzmu i ich oddźwięk w literaturze (artykuł "Biedni Polacy patrzą na getto"- 1994 r.). Twórczość Błońskiego jest także poświęcona pisarzom obcym: M. Proust, S. Beckett. Laureat m.in. nagrody Fundacji im. Kościelskich (1968).

 


Książka "Błoński przekorny" jest podzielona na dwie części: "Dziennik" oraz "Wywiady". Pomysł na wydanie wspomnień znakomitego krytyka literackiego zainicjował sam autor. We wstępie, napisanym przez syna Krzysztofa czytamy : "...można by też wydać coś w rodzaju pamiętnika czy dokumentu epoki(...). Składać by się mógł z fragmentów quasi-pamiętnika, który napisałem (...) o Gombrowiczu i Paryżu, i snach (...) oraz listów do Sławka [Mrożka] i Czesława [Miłosza]."  Przyznam, że zaciekawiło mnie, czy owe wspomnienia oraz wywiady spełniły swoją rolę.

Zanim rozpoczęłam czytanie, uwagę przykuła okładka. Sympatycznie wyglądający starszy Pan, z uśmiechem w oczach. I tytuł "Błoński przekorny". Zaintrygowało mnie, co przekaże w książce, jaki obraz epoki i literatury zobaczę.

Część I obejmuje "Dziennik". Jan Błoński zaczyna od wspomnień najodleglejszych, sięgających dzieciństwa, sytuacji zapamiętanych z czasów okupacji. Wspomnienia są trochę nieregularne. Wojna nie pojawia się u Błońskiego jako apokalipsa, ze względu na młody wówczas wiek autora. Jednakże pamięta wirującą karuzelę, opisywaną później przez Miłosza w wierszu "Campo di Fiori". Pisze: "(...) wszystko było tak jak w wierszu, nic dodać, nic ująć". Pamiętnik jest kontunuowany w 1962 r. i  pisany z przerwami do 1968. 

Część II stanowią wywiady autora z pisarzami, artystami, ludźmi znaczącymi dla kultury. Błoński rozmawia m.in. z Leopoldem Staffem, Julianem Tuwimem, Jarosławem Iwaszkiewiczem, Piotrem Skrzyneckim, Eugene Ionesco, Konradem Swinarskim, Czesławem Miłoszem. Niesłychane, że przewija się tyle nazwisk, postaci ówczesnej (a także współczesnej) "śmietanki literackiej". I że dopiero dwa lata temu zmarł człowiek, który znał te osoby osobiście i z niektórymi pozostawał w przyjacielskich stosunkach. Bohaterów wywiadów poznajemy nie tylko jako twórców, ale także jako zwykłych ludzi. Zwierzają się z trudów tworzenia, przytaczają anegdotki. Obszerna rozmowa z Miłoszem pokazuje poetę jako człowieka "ludzkiego", patrzącego z dystansem na swoją twórczość.

Ostatnia część książki to rozmowy i wywiady z Janem Błońskim. Krytyka słucha Jerzy Pilch, rozmawiają z nim m.in. Krystyna i Stefan Chwinowie. Błoński dużą część swoich wypowiedzi poświęca Gombrowiczowi oraz Miłoszowi, z którymi przyjaźnił się do końca życia.

Książka odkrywa przyjazne oblicze wydawać by się mogło, surowego i stanowczego krytyka literackiego, który przeżył kilka epok w dziejach literatury.  Styl powieściowy, żywy i wciągający. Bogactwo szczegółów w wywiadach. Informacje o pisarzach, jakich nie znajdziemy w podręcznikach. Ich radość pisania, ale także codzienne rozterki i przemyślenia. Pomimo dużej objętości i formatu (472 strony) czas przy czytaniu mija szybko. Warto zapamiętać Jana Błońskiego. Jak sam pisze: "(...) ale to wszystko żarty. A zresztą bawcie się, jak potraficie, co Wam będę opowiadał...".

 

(Egzemplarz recenzencki, otrzymany dzięki uprzejmości Wydawnictwa Znak)

Znak

 


Jan Błoński, Błoński przekorny. Dziennik/Wywiady, Wydawnictwo Znak, 2011, ss. 472





niedziela, 24 kwietnia 2011

"Bluszcz" nr 29 (5<17> lutego 1878 r.)

(Przedruk: "Bluszcz" 5/2009)

 "Sztuka szczęścia" (fragment)

Gdy ze słońca zachodem, ptaszki do snu nie śpieszą,

Jeszcze bujać w powietrzu rozśpiewaną chcą rzeszą,

Po drzewinach, po krzaczkach wdzięczne chóry swe wiodą. 

Pewno ranek następny złą zagraża pogodą.

Lecz te twory maleńkie, co to przeczuć umieją,

Serca sobie nie kłócą trwogą, ani nadzieją(...)

 

Maria Ilnicka (1825-1897), poetka, pisarka, tłumaczka (m.in. Waltera Scotta i Johanna Goethego) i dziennikarka okresu pozytywizmu. Zwolenniczka emancypacji kobiet. Redaktorka "Bluszcza" w latach 1865-1896. Nie udało mi się odnaleźć żadnego jej portretu, a ciekawi mnie, jak wyglądała.

czwartek, 21 kwietnia 2011

"Bluszcz" nr 49 (15stycznia 1878 r.)

(Przedruk: "Bluszcz" 4/2009) 

"Anno Domini"

Styczeń:
Z wód Styksu wypływa,
zmoczony,
parskając zapomnieniem -
Nowy Rok.

Luty:

Lód leży jeszcze nieprzerwany
między nadzieją a zimnem -
jeszcze sobie "ty" nie mówią.

Marzec:

Marznie jeszcze marzenie...
Marzy mróz...
Mży deszcz...

Kwiecień:

I już tylko kwiaty
rzucają cień
na życie...

Maj:

Mój, moja, maj.

Czerwiec:

Czerwone czaroziele
zerwie,
nie wiedząc nic...

Lipiec:

Lipa, miodami pachnąca,
jak piec rozogniona kwiatem.
Deine roten Lippen
möcht ich kussen...

Sierpień:

Nie ścinajcie!
Nie ukrócajcie!
Sierp wyrzućcie wysoko,
niech lśni jak nów w obłokach,
bo cóż po cierpieniu?

Wrzesień:

Wrzosy, babie lato, wrzenie,
ptasie wrzaski w rzęsistym lesie.
Dajcie się babie zabawić!
Wejdź przez sień...

Październik:

Paździerze lecą ze szczęścia...

Listopad:

Bezszelestny upadek wszystkiego.
Bezlistne drzewa,
bezlitosne myśli.

Grudzień:

Nie po różach,
ale po grudzie
idzie najkrótszy dzień
w grób.

Marya Pawlikowska

Hmmm, i tu ciekawostka. Wiersz został opublikowany w "Bluszczu" w 1878 r.

Maria Pawlikowska-Jasnorzewska, poetka dwudziestolecia międzywojennego, urodziła się w roku 1891. Chochlik drukarski czy zbieżność nazwisk? Głosowałabym na tę pierwszą ewentualność, ponieważ wszędzie w Sieci to właśnie Pawlikowska-Jasnorzewska jest wymieniana jako autorka tego utworu. W literaturze o poetce wzmianki o nim nie znalazłam.

poniedziałek, 18 kwietnia 2011

Dodatek kulinarny do "Gazety Wyborczej" z 14 kwietnia poświęcony jest prawie w całości związkom kuchni i literatury.

"Bostońskie ciasteczka" Lucy Maud Montgomery, "Szarlotka" Marii Pawlikowskiej- Jasnorzewskiej, "Zupa żółwiowa" Marka Twaina, "Wołowina pieczona w dyni z warzywami i brzoskwiniami" Witolda Gombrowicza, "Vol-au-vent z wołowiną" Agathy Cgristie, "Kura po literacku" i "Szparagi" Jarosława Iwaszkiewicza, "Szczupak po żydowsku" Adama Mickiewicza oraz "Drink Daiquiri" Ernesta Hemingwaya.

Pisarze i poeci gotowali samodzielnie, jak Lucy Maud Montgomery lub korzystali z usług kucharzy, jak np. Maria Pawlikowska-Jasnorzewska czy zamawiali ulubione danie w restauracji (Witold Gombrowicz). Artykuł smakowity, wybrałam z niego przepis na "Bostońskie ciasteczka" Jeśli komuś narobiłam smaku na resztę, chętnie podam także inne receptury.


"Bostońskie ciasteczka" (Lucy Maud Montgomery)- przepis przystosowany nieco do współczesnych realiów

Składniki:

1 szklanka masła

1,5 szklanki brązowego cukru

3 roztrzepane jajka

1 płaska łyżeczka sody

1 i 1/2 łyżki gorącej wody

3 i 1/4 mąki chlebowej (można ją zamienić na pszenną), przed odmierzeniem przesianej przez sito

1/2 łyżeczki soli

1 łyżeczka cynamonu

1 szklanka posiekanych rodzynek

1 szklanka posiekanych orzechów włoskich

 

Wykonanie:

Masło utrzeć na puszystą masę, stopniowo dodając cukier, a potem jajka. Dodać sodę rozpuszczoną w gorącej wodzie. oraz połowę mąki wymieszanej z solą i cynamonem. Pozostałą mąkę wymieszać z orzechami i rodzynkami i dodać do ciasta. Dokładnie wymieszać.

Wyłożyć na wysmarowaną masłem blachę ciastka wielkości łyżki, zachowując odstępy (intensywnie rosną).

Wstawić do piekarnika rozgrzanego do 180 st. C i piec ciasteczka 12-14 minut.

 

Do mnie jako miłośnika słodyczy przepis przemawia:)


niedziela, 17 kwietnia 2011

Joanna M. Chmielewska: Poduszka w różowe słonie

 

Chmielewska Joanna M.

Notka o autorce (z okładki): Joanna M. Chmielewska, pracuje jako pedagog, wychowuje trójkę dzieci. Autorka opowiadań i utworów dla dzieci ("Kaczucha", "Brosza", "Historia srebrnego talizmanu", "Neska i srebrny talizman"), a także serii wierszy "Zaczarowane rymowanki". "Poduszka w różowe słonie" jest pierwszą powieścią autorki dla dorosłych.

 


 Poduszka w różowe słonie jest niezbędna dla spokojnych snów. Potrzebna jest zamiast mamy. I miś Florian- najlepszy przyjaciel.

Hanka, trzydziestoletnia singielka, wiedzie dorosłe życie bez niespodzianek i nieprzewidywalnych sytuacji. Świetna praca, własne mieszkanie. Sytuacja zmienia się, kiedy staje się niespodziewanie opiekunką pięcioletniej Ani.

Nie potrafi emocjonalnie zająć się dzieckiem. Zapewnia mu materialne podstawy do życia, nie jest jednak w stanie zaspokoić jego psychicznych potrzeb. Przeżycia Hanki z dzieciństwa kładą się cieniem na jest teraźniejszości. Nie potrafi znieść dotyku, nosi w sobie ból, nie dający się przełożyć na słowa. Pojawienie się mężczyzny w jej życiu, przyjaciela dodatkowo komplikuje sytuację.

Wartko napisana książka, pełna mądrych, psychologicznych retrospekcji do dzieciństwa Hanki. Podaje wyjaśnienia, nie szuka oceny głównej bohaterki. Daje nadzieję, że jest szansa na wyzdrowienie, na wyjście z każdej życiowej sytuacji.

Po przeczytaniu krótkiej recenzji z tylnej okładki zastanawiałam się, czy powieść nie będzie zbyt ckliwa, melancholijna i łzawa. Czy wyciśnie łzy z oczu?:). Niekoniecznie. Joanna M. Chmielewska sprawnie konstruuje akcję, nie ma tutaj niepotrzebnych dłużyzn i przeciągnięć. Książka w sam raz na spokojne, niedzielne popołudnie. Do zastanowienia się nad relacjami matka-córka, do przemyślenia trudnych, ale dających się rozwiązać poruszających problemów w relacjach z dzieckiem. Świat dorosły i dziecięcy zobrazowany jest równolegle, Hanka i Ania borykają się z własnymi przeżyciami i problemami same, aby w końcu przyzwyczaić się do siebie.

"Różowe słonie odganiają złe sny". Warto w to uwierzyć.

 

(Egzemplarz recenzencki, otrzymany dzięki uprzejmości Wydawnictwa MG)

Wydawnictwo MG


Joanna M. Chmielewska, Poduszka w różowe słonie, Wydawnictwo MG, 2011, ss. 277

środa, 13 kwietnia 2011

Maciej Grabski: Ksiądz Rafał. Niespokojne czasy

Grabski M. Ksiądz Rafał

Notka o autorze (z okładki): Maciej Grabski (ur. 1968 r.), krakowianin, meloman, fotograf, milośnik kotów, dobrych win i dobrej kuchni. W swoim dotychczasowym pisarstwie ograniczał się wyłącznie do artykułów fachowych. Zmieniło się to dopiero w 2009 roku, gdy po licznych namowach napisał "Księdza Rafała".

 

 


 

"Ksiądza Rafał. Niespokojne czasy" był dla mnie zaskoczeniem. Po przeczytaniu streszczenia na tylnej okładce spodziewałam się religijnych uniesień bohaterów, a zwłaszcza bohatera tytułowego oraz wielu politycznych aluzji. Rozczarowałam się w bardzo przyjemny sposób. Powieść pochłonęłam  w ciągu kilku wieczorów, jednym tchem.

Nie czytałam pierwszej części losów księdza Rafała Nowiny. Jednakże część druga jest na tyle odrębna, że oba "tomy" można czytać osobno. Gródek, spokojna wieś, o nieokreślonym położeniu, jawi się jako enklawa wiejskości, życia na obrzeżu kraju, na prowincji.

Powieść rozpoczyna się w momencie wyboru Karola Wojtyły na papieża. Po śmierci biskupa Jakuba ksiądz Rafał Nowina otrzymuje pokaźną sumę pieniędzy. W nieoczekiwany dla dostojników kościelnych sposób rozdziela pieniądze. Nie wzbudza to aprobaty kurii, kościelne gierki doprowadzają prawie do usunięcia proboszcza z Gródka. A probosz jest niecodzienny, rozmawia ze zwierzętami, jeździ na motorze, znajduje doskonały język z Radą Parafialną. Jest powszechnie szanowany. Dogaduje się nawet z tajemniczą uzdrowicielką.

Znajdujemy w książce początki Solidarności oraz pierwszą pielgrzymkę papieża Jana Pawła II do Polski. Wątki owe są tylko zasygnalizowane, nie wysuwają się na plan pierwszy. Glównym tematem są ludzie: rozmowy w barze, wzajemne sympatie i antypatie, zebrania w Kościele. Wartki język, świetnie poprowadzone dialogi. Po przeczytaniu można zweryfikowac swoje poglądy na pracę księży, "układy" panujące w Kościele. Duchowieństwo jest tutaj bardzo ludzkie, ze swoimi słabościami i wadami. I to stanowi o głównej sile powieści.

Ciepła opowieść. Aż prosi się o ciąg dalszy...

 

(Egzemplarz recenzencki, otrzymany dzięki uprzejmości Wydawnictwa Znak)

 

Znak

 


Maciej Grabski, Ksiądz Rafał. Niespokojne czasy, Wydawnictwo Znak, 2011, ss. 364


"Bluszcz" nr 42 (8 listopada 1878 r.)

(Przedruk: "Bluszcz" 2/2008) 

"Dwa anioły"

Dwa anioły spotkały się w locie,
Ponad ziemią, wśród błękitnych mórz
Jeden płynął w purpurze i zlocie
Miał wejrzenie jakby rannych zórz,

Długi w czarnych aksamitach tonął,
Łez brylantem świecił jego wzrok -
A na głowie wieniec z gwiazd mu płonął
I rozjaśniał nieskończony mrok

"Wracam z ziemi - rzeki pierwszy z aniołów -
Gdziem w ogrodzie życia kwiaty siał,
Rozdmuchiwał płomienie z popiołów
I przyśpieszał nowy rozkwit ciał

Tam widziałem, w ciemnej nieszczęść nocy,
Dwóch serc czystych krwawy z losem bój,
Dwojga istot gorzki ból sierocy,
Ich samotny, ciężki życia znój

Więc zbliżyłem dwie niedole z sobą
I miłości owiałem je tchem
A z dwóch smutków nad dawną żałoba
Szczęście rajskim wykwitnęło snem!"

Ja - rzekł drugi w gwiaździstej koronie -
Wracam także z owych ziemskich pól,
Gdzie na chorych sercach kładłem dłonie...
I na zawsze koiłem ich ból.

Tam .spotkałem, pomiędzy innemi,
Jedną dusze szlachetną, bez plam -
l kochałem tego syna ziemi,
Co pięknością dorównywał nam.

Lecz dojrzałem, że w żywota męce
Zaczął chwiać się... rdzy dostrzegłem ślad,
l strwożony, wyciągnąłem ręce,
By, padając, nie poplamił szat.

l miłością prowadzony czystą,
Jak najciszej zbliżyłem się doń...
Zarzuciłem zasłonę gwiaździstą...
I na sercu położyłem dłoń.

W mych objęciach on teraz bezpieczny,
Bo już władzy nie ma nad nim czas -
I zostanie w swej piękności wiecznej,
Nie dotknięty żadną z ziemskich skaz".

El...y

Adam Asnyk Pod pseudonimem "El...y" ukrywa się Adam Asnyk (1838-1897). Kolejny poeta (po Marii Konopnickiej), którego utwory drukowane były w "Bluszczu". I także , jak w przypadku wiersza Konopnickiej "Z dni smutku", trudno mi było cokolwiek więcej o nim znaleźć.
Z literatury na temat Asnyka wynika, że posługiwał się staranną formą poetycką, mocną stroną była wersyfikacja. Potrzebna by była wnikliwa analiza twórczości poety, żeby zinterpretować ten wiersz.

Przyznam, że utwór czyta się dobrze, tzn. nie jest męczący, ani naszpikowanymi wymyślnymi określeniami. Spotkanie dwóch aniołów "w locie".Jeden w purpurze i złocie, drugi- w czarnych aksamitach.

Przybliżam pozytywistyczne utwory z "Bluszcza" jako ciekawostkę. Jako ślad ówczesnej epoki, w której pismo było wydawane.

Cieszynianka wiosenna

 

 

Cieszynianka

Cieszynianka (łac. Hacquetia epipactis) to nowy gatunek w moim ogródku. Otrzymałam od znajomej Kasi:).

Charakterystyczna roślinka zawsze wzbudzała moje zaciekawienie. Bo któż to widział kwiatek o płatkach zielonych jak wiosenna trawa!:). Kiedyś sądziłam, że nie występuje nigdzie poza Cieszynem, ponieważ związana jest z nim legenda, przekazana przez pisarza Gustawa Morcinka:

Podczas wojny trzydziestoletniej(1618-1648) zamek cieszyński oblegali austriaccy żołnierze. W zamku siedzieli Szwedzi i stąd wyrosło przekonanie, że roślina pochodzi ze Szwecji. Szwedzki żołnierz konał w chałupie pod Cieszynem, zakochała się w nim córka gospodarza. Kiedy umarł, zdjęła z jego piersi woreczek z szwedzką ziemią i wysypała na grób nieboszczyka. Na wiosnę wyrosły na grobie żółto-zielone kwiatuszki bez nazwy. Nazwano je cieszyniankami.

Legenda jest mi także dobrze znana. Juz nie pamiętam, gdzie ją usłyszałam lub o niej przeczytałam. W każdym razie, zapadła mi głęboko w pamięć.

Cieszynianka wiosenna jest okazem rzadkim. Kwiatostany pojawiają się na 20-centymetrowej, bezlistnej łodydze. "Fałszywy" kwiat, tzw. okwiat tworzy 5-7 przekształconych liści. Same kwiaty wypełniają jego wnętrze, są żółte i bardzo drobne. Oprócz rezerwatów przyrody jest bardzo często spotykana w przydomowych ogródkach.

Rośnie nie tylko w okolicach Cieszyna. Można ją spotkać  w Alpach, w Austrii, Słowenii, Chorwacji i Bośni. Pojawia się też na Morawach i częściowo w Słowacji. W Polsce najliczniej występuje właśnie na Śląsku Cieszyńskim, także w okolicach Krakowa, na Czantorii, w okolicach Żywca, na Wyżynie Lubelskiej. Nie występuje w ogóle w Szwecji. Tym bardziej zaciekawia powyższa legenda.

Łacińska nazwa Hacquetia epipactis powstała od nazwiska francuskiego lekarza i przyrodnika, Baltazara Hacqueta, który opisał roślinę po raz pierwszy.  W XVIII wieku prowadził badania w Karpatach. Łacińską nazwę wprowadził botanik Necker, a polską prof. Kazimierz Simm, związany z Cieszynem.

"Srebrna Cieszynianka" i "Złota Cieszynianka" to nagrody, którymi Związek Komunalny Ziemi Cieszyńskiej honoruje osoby w szczególny sposób zasłuzone dla gmin i lokalnej społeczności. Nagroda jest przyznawana od 1997 r. (od 2001 r.- "Honorowa Złota Cieszynianka"), ma postać statuetki projektu cieszyńskiego plastyka, Henryka Jasińskiego, przedstawiającej omawianą roślinę. W 2010 r. "Złotą Cieszyniankę" otrzymał Adam Małysz, "Srebrną"- Jerzy Pilch.


 
1 , 2
O autorze
Spis moli Lectorium. Nieskończoność czytania

Wypromuj również swoją stronę ARCHIPELAG ministat liczniki.org